Pokazywanie postów oznaczonych etykietą otyłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą otyłość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2015

Gorzki posmak cukru

Artykuł oraz zdjęcia Ze strony : http://nowadebata.pl/2011/10/23/gorzki-posmak-cukru/
autor  - 


Wpływ cukru na zdrowie człowieka wydaje się być dzisiaj mało kontrowersyjnym tematem. Minęły już czasy, w których większość dietetyków i lekarzy podpisałaby się ochoczo pod słynnym sloganem reklamowym Melchiora Wańkowicza: „cukier krzepi”. Dzisiaj cukier znalazł się na cenzurowanym – dominuje pogląd, że lepiej spożywać go „z umiarem”. Warto jednak zapytać – dlaczego? Najbardziej powszechny powód jest taki, cukier wnosi do naszej diety „puste kalorie”, których nadmiar, połączony z niedostateczną aktywnością fizyczną, sprawia, że tyjemy. Jednak, jak zauważył Gary Taubes w swoim artykule pt. „Is Sugar Toxic” („Czy cukier jest toksyną”) opublikowanym w „New York Times” w kwietniu 2011, naukowcy coraz częściej wskazują na szkodliwość cukru, która jest zupełnie niezwiązana z jego kalorycznością. Głośno mówi o tym prof. Robert Lustig, znany specjalista ds. otyłości dziecięcej w Szkole Medycznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, będącej jednym z najlepszych wydziałów medycznych w USA. Z uwagi na metaboliczne skutki spożycia cukru Lustig uważa, że powinniśmy myśleć o nim jak o „papierosach i alkoholu – czyli czymś, co może nas zabić.”
29 maja 2009 roku Lustig wygłosił wykład zatytułowany “Sugar: The Bitter Truth” („Gorzka prawda na temat cukru”), który w lipcu pojawił się na portalu YouTube. Jak na 90-minutową prelekcję poświęconą różnym aspektom biochemicznego i fizjologicznego wpływu fruktozy na zdrowie człowieka, cieszy się ona niebywałym zainteresowaniem – do dziś obejrzało ją już ponad 1,7 mln ludzi. Ta popularność wynika z kilku względów: po pierwsze Lustig to uznany na świecie lekarz i badacz, o imponujących kwalifikacjach zawodowych; po drugie jest sprawnym mówcą, który dobrze dobiera i przekonująco prezentuje argumenty. To wszystko sprawia, że ludzie traktują jego tezy poważnie. A Lustig nie owija w bawełnę, dla niego cukier to „toksyna” lub „trucizna” – we wspomnianym wykładzie używa tych określeń aż 13 razy. I wcale nie chodzi o kalorie. „Problem z cukrem nie ma żadnego związku z kaloriami. To trucizna sama w sobie”, mówi.
Jeśli wina cukru polega nie tylko na tym, że dostarcza nam zbędnych kalorii, to mamy poważny problem. Taubes ujmuje go następująco:
Jeśli uznamy, że Lustig ma rację, to nadmierne spożycie cukru jest kluczowym powodem, dla którego liczba otyłych oraz cukrzyków tak gwałtownie wzrosła w ostatnich 30 latach. To nie wszystko. Jego hipoteza ma znacznie poważniejsze implikacje. Jeśli Lustig się nie myli, oznacza to, że spożycie cukru prawdopodobnie wywołuje rozmaite schorzenia przewlekłe, określane mianem schorzeń cywilizacyjnych – choroby serca, nadciśnienie i wiele rodzajów nowotworów.
I dalej:
Jedną rzeczą jest sugerować, co czyni większość dietetyków, że zdrowa dieta powinna zwierać dużo warzyw i owoców, a mniej tłuszczów, czerwonego mięsa, soli, i w ogóle mniej jedzenia. Jednak czymś zupełnie innym jest twierdzić, że jeden konkretny, ulubiony składnik naszej diety może być nie tylko niezdrowym smakołykiem, ale groźną toksyną; że kiedy pieczemy swojemu dziecku tort urodzinowy, lub kiedy dajemy mu lemoniadę w upalny dzień, wyrządzamy mu więcej złego niż dobrego, bez względu na miłość, jaką w to wkładamy.
Dla uniknięcia nieporozumień trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że dla Lustiga „cukier” to zarówno sacharoza (cukroza) – tj. cukier buraczany lub trzcinowy, brązowy lub biały – jak i syrop glukozowo-fruktozowy (ang. High Fructose Corn Syrop,HFCS). To bardzo ważne doprecyzowanie, ponieważ HFCS jest „zapalnikiem naszej nieufności wobec żywności przetworzonej”, jak napisała Marion Nestle, żywieniowiec z Uniwersytetu Nowojorskiego, autorka książki Food Politics.
Ta zmiana poglądów jest stosunkowo nowa i, zdaniem Taubesa, niemal zabawna, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w wczesnych latach 80-tych
HFCS zastąpił cukier w napojach gazowanych i innych produktach częściowo dlatego, że w owym czasie cukier miał reputację niezdrowego składnika naszej diety. („Złoczyńca w przebraniu ?”, w 1977 roku pytał w nagłówku „New York Times” i odpowiadał na to pytanie twierdząco). Przemysł spożywczy przedstawiał syrop glukozowo-fruktozowy jako zdrową alternatywę dla cukru i tak też postrzegała go opinia publiczna. HFCS był też tańszy od cukru, co dodatkowo poprawiało jego komercyjne rokowania. Dzisiaj wiatr wieje w przeciwną stronę i cukier przeżywa swój „comeback” jako rzekomo zdrowa alternatywa dla tego szkodliwego syropu z kukurydzy. „Branża za branżą wraca do sacharozy i reklamuje swoje produktu jako ‘Wolne od HCFS’”, napisała Nestle.
Pomimo tego marketingowego rozróżnienia cukier i HFCS są w rzeczywistości niemal identyczne, jeśli chodzi o ich skutki biologiczne, pisze Taubes. „Syrop glukozowo-fruktozowy czy cukier – nie ma różnicy” powiedział Lustig podczas wykładu w San Francisco w grudniu 2010 roku. „Oba są szkodliwe – tak samo szkodliwe i trujące”. Zatem czym się od siebie różnią?
Rafinowany cukier (sacharoza) składa się w połowie z glukozy, a w połowie z fruktozy. Fruktoza, która jest prawie dwukrotnie słodsza od glukozy, odróżnia cukier od innych pokarmów bogatych w węglowodany takich jak chleb lub ziemniaki, które w procesie trawienia zamieniane są wyłącznie w glukozę. Im więcej fruktozy, tym dana substancja jest słodsza. Syrop glukozowo-fruktozowy składa się przeważnie w 55 % z fruktozy , a w pozostałych 45% niemal wyłącznie z glukozy. Wprowadzono go na rynek w roku 1970 i stosowany był w napojach gazowanych, w których miał być nieodróżnialny od cukru. Ponieważ każda z tych dwóch substancji trafia do naszego przewodu pokarmowego jako fruktoza i glukoza, nasz organizm reaguje na nie tak samo. Obie mają identyczne skutki fizjologiczne. W 2010 roku … Luc Tappy, naukowiec ze szwajcarskiego Uniwersytetu w Lozannie, uznawany przez naukowców zajmujących się fruktozą za największy autorytet światowy w tej dziedzinie, stwierdził, iż nie ma „ani jednej przesłanki” sugerującej, że HFCS jest bardziej szkodliwy od innych rodzajów cukru.
Jak metabolizujemy fruktozę i co z tego wynika
Skoro sacharoza i HFCS mają niemal identyczny skład, nie ma sensu pytać o to, który gorszy, ale o to, jakie skutki obie substancje wywołują w naszym organizmie, i w jaki sposób to robią. Zgodnie z „wiedzą powszechną” cukier (tj. sacharoza i HFCS) powoduje próchnicę zębów i jest źródłem „pustych kalorii”, których jemy zbyt dużo, ponieważ tak dobrze smakują. Zgodnie z tą logiką napoje słodzone cukrem (w tym napoje słodzone za pomocą HFCS) są dla nas szkodliwe nie z uwagi na toksyczne właściwości samego cukru, ale dlatego, że ludzie spożywają ich zbyt dużo. Jak zauważa Taubes,
z tego powodu niektóre organizacje rekomendują obecnie zmniejszone spożycie cukru. Przykładem tego są niedawne „Zalecenia Żywieniowe dla Amerykanów” (ang. Dietary Guidelines for Americans) opublikowane przez ministerstwo rolnictwa (ang. US Department of Agriculture), lub wytyczne Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ang. American Heart Association) upublicznione w sierpniu 2009, których współautorem był Lustig. Rafinowany cukier i HFCS pozbawione są jakichkolwiek protein, witamin, minerałów, antyoksydantów, lub błonnika.
Właściwości cukru sprawiają, że zastępujemy nim inne, bardziej odżywcze pokarmy, albo jemy go w ilościach przekraczających potrzeby energetyczne organizmu. I ponoć dlatego tyjemy. Warto dodać, że argument dotyczący “pustych kalorii” jest wygodny, ponieważ pasuje do obowiązującej obecnie energetycznej teorii otyłości. Pozwala „obżarstwem” (i lenistwem) wyjaśnić występowanie otyłości i cukrzycy, czyli dwóch schorzeń związanych ze sobą tak blisko, że występujących czasem pod wspólną nazwą „diabesty” (od słów „obesity” (otyłość) oraz „diabetes” (cukrzyca) – przyp. tłum.). W kontekście ogłoszonego przez siebie programu walki z otyłością pn. „Let’s Move” („Ruszmy się”), Michelle Obama twierdzi, że „nie chodzi o to, żeby demonizować jakąś jedną branżę”. Skoro wszystkie kalorie są takie same, idzie rzekomo tylko o to, abyśmy więcej się ruszali, mniej jedli, zmniejszyli porcje naszych posiłków i ograniczyli spożycie przekąsek.
Jednakże argumenty Lustiga na temat szkodliwości cukru nie mają nic wspólnego ze spożywaniem „pustych kalorii”. Problem tkwi w wyjątkowych właściwościach cukru, a konkretnie w sposobie, w jaki metabolizowana jest zawarta w nim fruktoza. W podobnym duchu biochemicy wypowiadają się od dawna, choć rzadko publicznie. Lustig mówi o tym, że w porównaniu z innymi węglowodanami cukier jest “izokaloryczny ale nie izometaboliczny” (w oryg. “isocaloric but not isometabolic”). Jak to rozumieć?
Oznacza to, że jeśli zjemy 100 kalorii glukozy (np. w chlebie, ziemniakach lub innej skrobi), będą one metabolizowane w naszym organizmie inaczej, z innymi skutkami, niż w przypadku spożycia fruktozy. Kalorie będą te same, ale konsekwencje metaboliczne całkowicie odmienne.
Fruktoza zawarta w sacharozie lub HFCS metabolizowana jest głównie przez wątrobę, podczas gdy glukozę, znajdującą się np. w cukrze lub skrobi, metabolizują wszystkie komórki ludzkiego organizmu. Jedząc cukier (tj. fruktozę i glukozę) narażamy naszą wątrobę na znacznie większy wysiłek, niż gdybyśmy zjedli tyle samo kalorii ze skrobi (glukozy). A jeśli do tego spożyjemy cukier w formie płynnej, np. w soku owocowym lub napoju gazowanym, zawarta w nich fruktoza i glukoza uderzy w naszą wątrobę szybciej niż gdybyśmy zajedli np. jabłko (lub kilka jabłek, tak aby uzyskać z nich tę samą dawkę cukru). Tempo, w jakim wątroba musi wykonać swoją pracę, ma dodatkowy wpływ na sposób, w jaki metabolizuje ona fruktozę i glukozę.
Taubes tłumaczy, że w badaniach nad zwierzętami zaobserwowano, że kiedy fruktoza dotrze do wątroby w odpowiednio dużych ilościach i w odpowiednio szybkim tempie, to zostanie ona w większości zamieniona w tłuszcz. Ten mechanizm prowadzi w efekcie do insulinooporności, którą uważa się obecnie za podstawowy problem ludzi otyłych. Insulinooporność wiąże się też z występowaniem chorób serca oraz cukrzycy typu II. Zatem jeśli u ludzi dzieje się to samo, co u badanych zwierząt, i jeśli spożywamy wystarczająco dużo cukru, aby wywołać te same efekty, to mamy problem.
Jeśli chodzi o instytucje publiczne, ostatni raz wpływ cukru na zdrowie badał w 2005 roku Instytut Medycyny (w oryg. Institute of Medicine), działający w ramach „The National Academies”. Opublikowany przez niego raport wskazywał na istnienie badań sugerujących, że spożycie cukru zwiększa ryzyko wystąpienia chorób serca i cukrzycy, a nawet powoduje wyższe stężenie cholesterolu LDL (tzw. złego cholesterolu). Mimo to autorzy uznali dostępny materiał za nierozstrzygający. Ich zdaniem z uwagi na różne wątpliwości nie można ustalić granicy, powyżej której spożycie cukru byłoby nadmierne. „Środowisko naukowe pozostaje podzielone co do ilości cukru, jakiej spożycie jest dopuszczalne w ramach zdrowej diety”. Jak pokazuje Taubes, wnioski te nie odbiegały zbytnio od stanowiska Urzędu ds. Żywności i Leków (ang. Food and Drug Administration, FDA) z roku 1986 w sprawie cukru. Powszechnie uznano wtedy, że raport FDAcałkowicie uwalnia cukier od jakichkolwiek podejrzeń i taki właśnie pogląd znalazł odbicie w kluczowych opracowaniach poświęconych zdrowiu i diecie opublikowanych przez różne instytucje w kolejnych latach.
Jak można się spodziewać, szczególną wagę raportowi FDA nadały takie organizacje jak Stowarzyszenie Producentów Cukru (ang. Sugar Association) oraz Stowarzyszenie Przetwórców Kukurydzy (ang. Corn Refiners Association). Przedstawiali oni ten dokument jako dowód na nieszkodliwość cukru, podczas gdy wnioski płynące z tego dokumentu były zupełnie inne:
Autorzy dokumentu stwierdzili w nim, że poza dodanymi kaloriami, „brak jest jednoznacznych dowodów na to, że spożycie cukru na obecnym poziomie stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego”. Innymi słowy znany autorom raportu materiał naukowy wcale nie unieważniał argumentów podnoszonych obecnie przez Lustiga, a wcześniej przez innych badaczy. Nie był jedynie wystarczająco jednoznaczny.
Jeden z głównych autorów raportu FDA z 1986 roku, Walter Glinsmann, wówczas urzędnik a obecnie konsultant „Stowarzyszenia Przetwórców Kukurydzy”, podkreśla, że cukier i HFSC, podobnie jak każdy inny pokarm, może stać się toksyczny, kiedy spożywany jest w sposób i ilościach „nienaturalnych dla człowieka”. Tym samym przywołuje znany już argument związany z „umiarem” jedzenia. Ale gdzie dokładnie kończy się umiar i zaczyna nieumiarkowanie? Przy jakiej dawce nieszkodliwa substancja zamienia się w szkodliwą? Ile musimy jej spożyć, zanim to się stanie, pyta Taubes:
Kiedy Glinsmann i jego współpracownicy z FDA stwierdzili brak jednoznacznych dowodów na szkodliwość cukru przy ówczesnym spożyciu, mieli na myśli poziom przekraczający o ponad 18 kg ilość cukrów, jaką naturalnie każdy Amerykanin spożywał w owocach i warzywach rocznie. Innymi słowy było to ok. 18 kg cukrów dodanych (ang. added sugars)na osobę rocznie, jakby określili to dziś dietetycy. Taka ilość odpowiada 200 kaloriom dziennie pochodzącym z cukru. Jest to mniej niż w 1,5 puszki Coca Coli lub w dwóch szklankach soku jabłkowego. Gdybyśmy tylko tyle cukru spożywali dzisiaj, większość dietetyków byłaby szczęśliwa, w tym Lustig.
Co ciekawe, już wtedy dane na temat spożycia cukrów dodanych różniły się w zależności od instytucji. W swoim raporcie FDA i Glinsmann przytaczali 18 kg rocznie na osobę, podczas gdy USDA (tj. amerykańskie ministerstwo rolnictwa), które uważa się w tym zakresie za najbardziej dokładne źródło, określało tę ilość na poziomie 34 kg rocznie na osobę tj. 16 kg więcej. W każdym wypadku na początku XXI w. wg. danych USDA średnie roczne spożycie cukru wzrosło w USA do ponad 40 kg. per capita. Jak zauważa Taubes:
Jako że wzrost ten zbiegł się w czasie z wybuchem epidemii otyłości i cukrzycy, pojawiła się naturalna pokusa, aby za te choroby obwiniać cukier – sacharozę i HFCS. W 1980 roku tylko 1 na 7 Amerykanów był otyły i ok. 6 mln chorowało na cukrzycę. Co więcej, liczba otyłych pozostawała do tego czasu na mniej więcej stałym poziomie przez 20 lat. Na początku XXI w., kiedy spożycie cukru gwałtownie wzrosło, z otyłością zmagał się 1 na 3 Amerykanów, a na cukrzycę chorowało 14 mln.
Adwokaci nazwaliby tę korelację pomiędzy spożyciem cukru i cukrzycą dowodem pośrednim. Jednak w tym wypadku jest on silniejszy niż zwykle, ponieważ ostatni raz, kiedy w USA wzrosło spożycie cukru, również mówiono o epidemii cukrzycy.
Stara nowa debata o cukrze
Na początku XX w. niektórzy specjaliści od cukrzycy w Ameryce Północnej i Europie, w tymFrederick Banting, który w 1923 roku otrzymał nagrodę Nobla za odkrycie insuliny, uważali, że chorobę tę wywołuje cukier. Pogląd ten opierał się na obserwacji, że cukrzyca była rzadkością w populacjach, które nie spożywały rafinowanego cukru, a pojawiała się wtedy, kiedy spożycie cukru rosło. W 1924 roku Haven Emerson, dyrektor instytutu ds. zdrowia publicznego Uniwersytetu Columbia odnotował w jednym z raportów, że śmiertelność na cukrzycę wzrosła w Nowym Jorku piętnastokrotnie od Wojny Secesyjnej. Tylko w latach 1900-1924 w niektórych amerykańskich miastach umieralność z tego powodu wzrosła aż czterokrotnie. Emerson zauważył też, że wyższa śmiertelność zbiegła się w czasie ze znaczącym wzrostem spożycia cukru. Między rokiem 1890 a latami 20-tymi XX w umieralność na cukrzycę niemal podwoiła się. W tym samym okresie nastąpił też dynamiczny rozwój przemysłu produkującego słodycze i napoje gazowane. Jednak obserwacje Emersona nie znalazły uznania w środowisku medycznym. Zwyciężyła inna opinia:
Hipotezę Emersona zakwestionował Elliott Joslin, jeden z największych autorytetów w zakresie leczenia cukrzycy w owym czasie. I Joslin zwyciężył. Jednak argumenty, które podnosił, były błędne. Wskazywał on na Japończyków, którzy spożywają dużo ryżu, a mimo to nie chorują masowo na cukrzycę. Ryż to głównie węglowodany, co może sugerować, że cukier, również będący węglowodanem, nie wywołuje cukrzycy. Niemniej cukier i ryż nie są tym samym tylko dlatego, że oba pokarmy to węglowodany. W tamtym czasie Joslin nie mógł jeszcze wiedzieć, że fruktoza zawarta w cukrze wpływa na to, jak go metabolizujemy.
Jak dodaje Taubes, Joslin nie wiedział wtedy też, że Japończycy jedzą bardzo mało cukru. Jeszcze w latach 60-tych XX w. spożywali tyle cukru, co Amerykanie 100 lat wcześniej. Z tego powodu przykład Japończyków de facto potwierdzał słuszność hipotezy o szkodliwości cukru, nie zaś o jego niewinności. Mimo to poglądy Joslina, powtarzane przez niego w kolejnych ważnych książkach i podręcznikach, zwyciężyły i stały się w końcu „niezaprzeczalnym faktem”. Cukier nie wywoływał cukrzycy.
Przed Lustigiem, naukowcem, który w latach 70-tych lansował w środowisku naukowym hipotezę o toksyczności cukru, był prof.John Yudkin, czołowy brytyjski fizjolog, specjalista ds. żywienia, autor znanej książki zatytułowanej Sweet and Dangerous (Słodki i niebezpieczny). W latach 60-tych Yudkin prowadził badania, w których karmił cukrem i skrobią gryzonie, kurczaki, króliki, świnie… oraz studentów. Yudkin odkrył, że spożycie cukru w każdym wypadku zwiększa stężenie trójglicerydów we krwi, uznawanych zarówno wtedy jak i teraz za czynnik ryzyka w chorobach serca. Naukowiec wykazał też, że cukier podnosi poziom insuliny w surowicy, co wskazywało na jego bezpośrednie związki z cukrzycą typu 2. Jednak i tym razem środowisko medyczne nie patrzyło na jego dorobek z zainteresowaniem:
Tylko nieliczni w środowisku medycznym brali koncepcje Yudkina poważnie, głownie dlatego że twierdził on jednocześnie, iż tłuszcze w diecie, w tym tłuszcze nasycone, są nieszkodliwe. Ten pogląd ustawiał Yudkina w bezpośredniej opozycji do coraz bardziej popularnej teorii, panującej do dziś, że tłuszcz w diecie powoduje choroby serca. Twórcą tej teorii był Ancel Keys, żywieniowiec z Uniwersytetu Minnesoty.
Uważano wówczas, że jeśli jedna hipoteza jest prawdziwa, to druga musi być błędna. Albo tłuszcz powodował choroby serca podnosząc poziom cholesterolu we krwi, albo cukier, który podnosił stężenie trójglicerydów. „Teoria, że dieta bogata w cukier jest ważną przyczyną arteriosklerozy i chorób serca, nie cieszy się powszechnym uznaniem specjalistów w tej dziedzinie. Uważają oni, że najbardziej prawdopodobnym winowajcą jest tłuszcz i cholesterol” w 1977 roku pisała na łamach „New York Timesa” Jane E. Brody.
Co ciekawe, wiele obserwacji przytaczanych w tamtym czasie na poparcie teorii o szkodliwości tłuszczów w rzeczywistości potwierdzało hipotezę obwiniającą cukier za wywoływanie choroby wieńcowej. W tym sensie sytuacja była analogiczna do sporu między Joslinem i Emersonem z lat 20-tych:
Podczas wojny w Korei, patolodzy dokonujący autopsji amerykańskich żołnierzy poległych w walce zauważyli, że wielu z nich miało w tętnicach duże ilości płytek miażdżycowych, w tym nastolatkowie, podczas gdy u martwych Koreańczyków takich zmian nie zaobserwowano. Nagromadzenie się płytek miażdżycowych u Amerykanów przypisano temu, że ich dieta była bogata w tłuszcze, a dieta Koreańczyków była w nie uboga. Jednak Amerykanie jedli też dużo cukru, a Koreańczycy, podobnie jak Japończycy, jedli go niewiele.
W roku 1970 Keys opublikował wyniki słynnych badań dotyczących związków między dietą i zdrowiem pn. „Seven Countries Study”. Jego rezultaty uznano za dowód na to, że spożycie tłuszczów nasyconych prowadzi do chorób serca. Jednak i w tym wypadku niemal taka sama korelacja występowała między występowaniem choroby wieńcowej serca a spożyciem cukru. Jak pisze Taubes
Z równym prawdopodobieństwem rację mógł mieć Yudkin, a nie Keys, a nawet obaj mogli mieć racje. Zgromadzony materiał zawsze pozwalał uzasadnić jedną lub drugą teorię.
Warto dodać, że europejscy uczeni i lekarze bardziej sympatyzowali z hipotezą Yudkina, podczas gdy amerykańscy z poglądami Keysa. Sytuację pogarszał fakt, że Keys i Yudkin osobiście się nie lubili. Keys atakował Yudkina i jego poglądy pisząc o nich w różnych artykułach, że są „liche”. Jak zauważa Taubes, Keys traktował Yudkina z lekceważeniem budując wizerunek, którego ten nie potrafił zmienić. Efekt tej „debaty” był taki , że do końca lat 70-tych
każdy naukowiec, który próbował badać potencjalną szkodliwość cukru w diecie, …, i mówił o niej publicznie, ryzykował swoją reputację. „Yudkin został doszczętnie zdyskredytowany. Nawet ośmieszony w pewnym sensie. I o każdym, kto źle mówił o sacharozie, mówiono, że ‘gada jak Yudkin’”.
Syndrom metaboliczny czyli insulinooporność
I co się zmieniło od tego czasu, oprócz tego że Amerykanie stali się jeszcze bardziej otyli i częściej chorują na cukrzycę, pyta Taubes. Nie odkryto niczego nowego, jeśli chodzi o wpływ cukru i HFCS na zdrowie. Zmienił się natomiast kontekst, w jakim funkcjonuje nauka. Lekarze oraz władze medyczne zaakceptowały fakt, że głównym, jeśli nie najważniejszym czynnikiem ryzyka w chorobach serca i cukrzycy jest tzw. syndrom metaboliczny. Szacuje się obecnie, że ok. 75 mln Amerykanów cierpi na to schorzenie, które w większości przypadków jest bezpośrednią przyczyną zawału serca. Dlaczego to jest to ważne w kontekście debaty o cukrze? Ponieważ może on być przyczyną syndromu metabolicznego.
Lekarzy uczy się dziś, że pierwszym objawem syndromu metabolicznego jest rosnący obwód w pasie. Ale dlaczego?
Znaczy to, że jeśli mamy nadwagę, istnieje duże prawdopodobieństwo, że mamy też syndrom metaboliczny. Z tego powodu zwiększa się u nas ryzyko wystąpienia ataku serca bądź zachorowania na cukrzycę (lub obu na raz) w porównaniu z kimś, kto nadwagi nie ma. U ludzi szczupłych również może wystąpić syndrom metaboliczny i wtedy są oni także bardziej narażeni na cukrzycę i choroby serca niż szczupli bez syndromu metabolicznego.
Syndrom metaboliczny oznacza stan, w którym komórki naszego organizmu ignorują działanie hormonu insuliny – techniczna nazwa to insulinooporność. Ponieważ insulinooporność i syndrom metaboliczny nie cieszą się takim zainteresowaniem mediów jak np. cholesterol, pozwolę sobie przybliżyć czytelnikom ich istotę.
Insulinę wydzielamy w reakcji na zjadane pokarmy, zwłaszcza węglowodany. Kontroluje ona poziom cukru we krwi po posiłku. Kiedy komórki stają się oporne na insulinę, organizm (a konkretnie trzustka) reaguje na rosnący poziom glukozy we krwi wytwarzając coraz więcej insuliny. W końcu trzustka nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu na insulinę, albo poddaje się, co diabetolodzy nazywają „wycieńczeniem” lub „niewydolnością trzustki ” (ang. pancreatic exhaustion) . W takiej sytuacji poziom cukru we krwi rośnie w sposób niekontrolowany i powstaje cukrzyca.
Nie każdy z insulinoopornością zachoruje na cukrzycę. Niektórzy będą stale wywarzać wystarczająco dużo insuliny, aby przełamać odporność komórek na ten hormon. Jednak chronicznie podwyższony poziom insuliny we krwi jest szkodliwy sam w sobie i może prowadzić do chorób serca. Jego skutkiem jest wysokie stężenie trójglicerydów we krwi, podwyższone ciśnienie, obniżony poziom cholesterolu HDL (tzw. „dobrego”), co dodatkowo wzmacnia odporność na insulinę. To wszystko wiąże się z tzw. syndromem metabolicznym.
Określając ryzyko wystąpienia ataku serca, lekarze biorą dziś pod uwagę nie tylko poziom cholesterolu LDL (tzw. „złego”), ale również objawy syndromu metabolicznego. Według Scotta Grundy, żywieniowca z Southwestern Medical Center na Uniwersytecie Stanu Teksas, szefa panelu ekspertów, który opracował najnowsze wytyczne dotyczące tzw. norm cholesterolu („National Cholesterol Education Program guidelines”), uważa się obecnie, że o ile jeszcze 50 lat temu zawał serca powodowany był głownie wysokim poziomem cholesterolu LDL, o tyle obecnie ważniejszym problemem jest „syndrom metaboliczny”. Spowodowane jest to tym, że od tego czasu znacząco przytyliśmy i dużo częściej chorujemy na cukrzycę.
Fundamentalne pytanie powinno dotyczyć tego, co powoduje syndrom metaboliczny? Inaczej mówiąc: co wywołuje oporność na insulinę? Na ten temat jest kilka teorii. Za najbardziej prawdopodobną przyczynę uchodzi dziś w środowisku naukowym gromadzenie się tłuszczu w wątrobie. W licznych badaniach na ludziach, zarówno otyłych jak i szczupłych, zauważono „zadziwiająco mocną korelację” w tym zakresie. Sugeruje to, że kiedy tłuszcz odkłada się w wątrobie, stajemy się oporni na działanie insuliny.
Co zatem powoduje, że gromadzimy tłuszcz w wątrobie? Jedna popularna teoria głosi, że kiedy tyjemy, „tyje” z nami nasza wątroba. Ale to wyjaśnienie nie tłumaczy, dlaczego stłuszczenie wątroby występuje również u ludzi szczupłych. Częściowo tłumaczy się to predyspozycjami genetycznymi. Jednak, wracając do argumentów Lustiga, istnieje też duże prawdopodobieństwo, że za stłuszczenie wątroby odpowiada cukier.
Wielu badaczy przyznaje dziś, że zainteresowali się działaniem fruktozy właśnie z uwagi na jej związki z syndromem metabolicznym i opornością na insulinę:
Jeśli chcemy wywołać insulinooporność u szczurów laboratoryjnych, – tłumaczy Gerald Reaven, diabetolog z Uniwersytetu Stanforda, który prowadził pionierskie badania w tym zakresie – łatwym sposobem jest karmienie ich fruktozą. Skutek jest gwałtowny.
Już na początku XXI w. naukowcom udało się ustalić biochemiczne mechanizmy rządzące tym procesem. Wystarczy zwierzętom podawać odpowiednią ilość czystej fruktozy bądź cukru, a ich wątroba będzie je zamieniać w tłuszcz, a dokładnie w nasycone kwasy tłuszczowe – te same które podnosząc poziom cholesterolu LDL mają wywoływać zawał serca, kiedy je jemy. Tłuszcze te gromadzą się w wątrobie, co z czasem prowadzi do insulinooporności oraz syndromu metabolicznego.
Wiadomo, że u zwierząt zmiany te można wywołać bardzo szybko, nawet w jeden tydzień, pod warunkiem że karmi się je cukrem lub fruktozą w odpowiednio dużych ilościach, np 60-70% wszystkich spożywanych kalorii. Z kolei przy spożyciu zbliżonym do tego, które ma przeciętny Amerykanin, tj. ok. 20% kalorii w diecie, na zmiany te trzeba poczekać kilka – , kilkanaście miesięcy. Co ważne, w każdym przypadku, odstawienie cukru powoduje, że stłuszczenie wątroby znika a razem z nim insulinooporność. Jak pisze Taubes, zbliżone rezultaty obserwuje się również w badaniach na ludziach. Zwykle jednak naukowcy, np. wspomniany wyżej Luc Tappy lub Peter Havel i Kimber Stanhope z Uniwersytetu Kalifornijskiego, stosują w nich czystą fruktozę. A to nie to samo co cukier czy HFCS. Jak pisze Taubes:
Kiedy Tappy karmił badanych fruktozą w ilości, jaką spożywamy pijąc dziennie 8-10 puszek Coca Coli lub Pepsi, czyli – jak mówił – w „dość wysokiej dawce”, w kilka dni ich wątroby stawały się oporne na insulinę, a poziom trójlglicerydów znacząco rósł. Przy niższych dawkach działo się to samo, z tym że w dłuższym czasie, miesiąca lub więcej.
Na podstawie dotychczasowych badań mamy wiele przesłanek sugerujących, że cukier to coś więcej niż tylko puste kalorie, ale cały dostępny materiał na ten temat jest cały czas przedmiotem kontrowersji. Badania na gryzoniach nie mają przecież automatycznego zastosowania do ludzi. Ponadto ludzie nigdy nie spożywają przecież czystej fruktozy, bez względu na ilość wypitych napojów słodzonych cukrem lub HFCS. Zawsze jest to fruktoza i glukoza jednocześnie, najczęściej w proporcji pół na pół. Co więcej, w eksperymentach fruktozę podaje się badanym w nienaturalnie dużych dawkach. Z tych powodów wnioski z każdych badań wskazują na potrzebę przeprowadzenia kolejnych badań, aby móc wreszcie ustalić przy jakiej dawce cukier lub HFCS stają się dla człowieka „trujące”.
Jednak warto zapytać, czy te wątpliwości są wystarczające, aby temat zamieść pod dywan i zredukować znaczenie cukru do „pustych kalorii”? Oczywistym jest, że potrzebujemy więcej badań w tym zakresie, ale jak mówi Tappy:
Już teraz wyniki krótkoterminowych badań interwencyjnych sugerują, że wysokie spożycie fruktozy zawartej w napojach gazowanych, słodzonych sokach i słodkich wypiekach zwiększają ryzyko wystąpienia zaburzeń metabolicznych i chorób serca.
Warto byłoby się dowiedzieć, ile tych „pokarmów” musimy wypić lub zjeść, i jak długo mamy je spożywać, zanim spowodują u nas to samo, co u zwierząt laboratoryjnych. Kto wie, może już dziś spożywamy ich dostatecznie dużo?
Niestety, pisze Taubes, jest mała szansa, abyśmy otrzymali odpowiedzi na te pytania, przynajmniej od instytucji, które urzędowo zajmują się „zdrowiem publicznym”. Jeden problem polega na tym, że cukier i HFCS oddziałuje na nas powoli. Są to tzw. toksyny działające przewlekle (w oryg. chronic toxins), które, w przeciwieństwie do toksyn działających nagle (w oryg. acute toxins), nie podlegają regulacjom FDA. Ich efekty trzeba by badać w eksperymentach trwających miesiącami, na które składałoby się nie kilkanaście, ale np. tysiąc posiłków. Takie badania to niezwykle kosztowne i pracochłonne przedsięwzięcie.
Obecnie Narodowy Instytut Zdrowia (ang. National Institute of Health, NIH) sponsoruje zaledwie kilka badań dotyczących oddziaływania na nas cukru i HFCS. Wszystkie są małe i krótkoterminowe. Jedno z nich, którego współautorem jest Lustig, bada, co zmieni się u otyłych nastolatków, kiedy spożywany przez nich cukier będzie pochodził wyłącznie z warzyw i owoców. W innych badaniach sprawdza się, czy taka sama zmiana dietetyczna u kobiet w ciąży spowoduje, że urodzą zdrowsze i szczuplejsze dzieci.
Tylko jeden eksperyment, realizowany przez Havela i Stanhope na Uniwersytecie Kalifornijskim, szuka odpowiedzi na pytanie o dawkę, przy której spożywany cukier bezpośrednio powoduje objawy insulinooporności i syndromu metabolicznego. Naukowcy sprawdzą, co się stanie, kiedy osoby zdrowe wypijać będą dziennie trzy napoje gazowane słodzone cukrem bądź HFCS. Problem w tym, że badania te potrwają zaledwie 2 tygodnie, czyli 42 posiłki zamiast 1000. Mimo to Havel i Stanhope, badający fruktozę od lat 90-tych, mają nadzieję, że nawet w tak krótkim czasie uda się zaobserwować zmiany metaboliczne u badanych.
Zatem hipoteza, którą stawia Lustig o toksyczności cukru, jest nie tylko uzasadniona, ale również prawdopodobna. Sposób, w jaki metabolizujemy fruktozę z cukru i HFCS, może okazać się przyczyną, dla którego tak wiele osób cierpi na problemy związane z przemianą materii i oporność insulinową, co w efekcie prowadzi do otyłości, chorób serca i cukrzycy. Nie wiemy tylko, jak długo, i w jakich dawkach mamy tę fruktozę spożywać. Być może cały proces wymaga lat. Bez długoterminowych badań w tym zakresie, nie poznamy ostatecznej odpowiedzi.
Insulina a choroba nowotworowa
Na tym nie kończy się problematyka związana z wpływem cukru na nasze zdrowie, pisze Taubes. A co, jeśli cukier jest jeszcze gorszy, niż uważa Lustig? To niewykluczone, ponieważ jednym ze schorzeń, które występuję częściej u ludzi otyłych, chorych na cukrzycę i insulinooporność, niż u zdrowych, jest nowotwór:
insulinooporność może być nie tylko przyczyną cukrzycy typu 2 i chorób serca, może również prowadzić do wielu nowotworów. Informacje o związkach między otyłością i cukrzycą a rakiem opublikowano po raz pierwszy w 2004 roku w raporcie opracowanym przez ekspertów Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem Światowej Organizacji Zdrowia na podstawie dużych badań populacyjnych. Teza ta nie jest już dziś kontrowersyjna. Zgodnie z nią u ludzi otyłych, chorych na cukrzycę, oraz cierpiących na syndrom metaboliczny ryzyko zachorowania na nowotwór jest wyższe niż u ludzi zdrowych.
Ta hipoteza jest zgodna z akceptowanym dziś powszechnie poglądem, że duża część nowotworów spowodowana jest „zachodnim stylem życia”, w tym dietą. Oznacza to, że moglibyśmy wielu nowotworom zapobiec, gdybyśmy wiedzieli, co konkretnie je wywołuje. Taubes pisze:
Umieralność na raka, podobnie jak na cukrzycę, znacząco wzrosła w drugiej połowie XIX w. i w pierwszych dziesięcioleciach XX w. Podobnie jak w przypadku cukrzycy, obserwacja ta stała się przedmiotem ożywionej debaty na temat tego, czy zwiększoną zapadalność na raka można wyjaśnić wyłącznie starzeniem się społeczeństwa oraz stosowaniem coraz doskonalszych metod diagnostycznych, czy też ów wzrost był rzeczywiście wynikiem rosnącej liczby chorych.
Według wspólnego raportu “World Cancer Research Fund International” i “American Institute for Cancer Research” opublikowanego w 1997, do lat 30-tych XX w. w USA znacząco rosła liczba zachorowań na raka. Oznacza to, że ryzyko zachorowania na nowotwór wśród 60-latków było coraz większe bez względu na to, że osób w tym wieku stale przybywało. To nie wszystko. Taubes dorzuca kolejną obserwację na ten temat:
Podobnie jak cukrzyca, guzy złośliwe występowały stosunkowo rzadko w populacjach, które nie spożywały pokarmów popularnych na Zachodzie, a w niektórych grupach nowotworów niemal w ogóle nie było. Na przykład wśród Innuitów jeszcze w latach 50-tych XX w. nowotwory były tak niespotykane, że lekarze pracujący w Kanadzie północnej publikowali w czasopismach medycznych osobne raporty, kiedy jakiś przypadek udało się zdiagnozować.
W 1984 roku kanadyjscy lekarze opublikowali analizę dotyczącą występowania nowotworów u Innuitów żyjących w zachodniej i środkowej Arktyce. O ile widoczny był u nich w owym czasie „gwałtowny wzrost zachorowań na nowotwory powszechne w uprzemysłowionych społeczeństwach”, w tym na raka płuc i szyjki macicy, o tyle „uderzającą rzadkością” były wciąż zachorowania na raka piersi. Przed rokiem 1966 nie odkryto ani jednego przypadku tej choroby wśród kobiet. Między 1967 a 1980 odnotowano zaledwie dwa. Od tego czasu ich dieta upodobniła się do naszej i zachorowalność na raka piersi u tych Indian stale rośnie. Niemniej do dziś pozostaje jeszcze znacząco mniejsza niż u innych populacji etnicznych Ameryki Północnej. W równym stopniu wzrosła wśród Innuitów zachorowalność na cukrzycę.
Większość naukowców jest dziś zgodna co do tego, że zachodni styl życia i odżywiania ma związek z rosnącą zachorowalnością na nowotwory. Te związki obejmują otyłość, cukrzycę i syndrom metaboliczny, czyli de facto insulinooporność. Taki wniosek wypływa m.in. z raportu zatytułowanego “Food, Nutrition, Physical Activity and the Prevention of Cancer” („Żywność, sposób odżywiania,
aktywność fizyczna a zapobieganie nowotworom”) opublikowanego przez „World Cancer Research Fund” i „American Institute for Cancer Research” w 2007 roku.
Ale w jaki sposób insulinooporność ma sprzyjać nowotworom? Onkolodzy uważają dziś, że insulina, oraz spokrewniony z nią insulinopodobny czynnik wzrostu (IGF), powoduje szybszy rozrost nowotworowych guzów. Przy oporności insulinowej organizm wytwarza jej coraz więcej, dzięki czemu nowotwór rozwija się szybciej. Taubes pisze:
Jak wyjaśnił mi to Craig Thompson, który przeprowadził wiele badań w tym zakresie i jest dziś szefem nowojorskiego „Memorial Sloan-Kettering Cancer Center” , wiele rodzajów komórek rakowych u człowieka zależne jest od insuliny, która dostarcza im paliwo (cukier we krwi) i inne substancje niezbędne do tego, aby rosły i rozmnażały się. Dodatkowo insulina oraz insulinopodobny czynnik wzrostu (a także inne spokrewnione czynniki wzrostu) dostarczają im w tym celu niezbędnych sygnałów. Im więcej insuliny, tym lepiej komórki nowotworowe rozmnażają się i rosną. Niektóre nowotwory mutują, aby zwiększyć oddziaływanie insuliny na komórki rakowe. W innych przypadkach nowotwór korzysta z podwyższonego poziom insuliny, jaki występuje przy syndromie metabolicznym, otyłości i cukrzycy typu 2. Jeszcze inne rodzaje nowotworów robią jednocześnie jedno i drugie. Thompson uważa, że wiele komórek przedrakowych (w oryg. pre-cancerous cells) nigdy nie zmutowałyby do postaci złośliwego guza bez obecności insuliny, która sprawia, że mogą pobierać i metabolizować więcej cukru znajdującego się we krwi.
Okazuje się, że w rozwoju choroby nowotworowej u człowieka, zwłaszcza takich nowotworów jak rak piersi i jelita grubego, podwyższony poziom insuliny (lub insulinopodobnych czynników wzrostu) jest etapem koniecznym. Lewis Cantley, dyrektor Centrum ds. Nowotworów ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Harvarda twierdzi, że 80% wszystkich rodzajów nowotworów występujących u człowieka powstaje wskutek mutacji, bądź działania czynników środowiskowych, które albo wzmagają, albo imitują działanie insuliny na komórki rakowe będące we wczesnym stadium. Cantley wie co mówi, jest obecnie szefem naukowego „dream teamu”, którego zadaniem jest m.in. zbadanie związków między genem odpowiadającym za sygnalizowanie insulinowe (PI3K) a rozrostem guza w przypadku raka piersi oraz innych nowotworów powszechnych u kobiet.
Badania dotyczące związków między rakiem a insuliną koncentrują się dzisiaj na zalezieniu leku, który blokowałby sygnalizowanie insulinowe w powstających dopiero komórkach rakowych. Założenie jest takie, że uda się w ten sposób całkowicie zapobiec powstawaniu guzów rakowych. Niestety , jak pisze Taubes, wielu ekspertów uważa dziś, że chronicznie podwyższony poziom insuliny jest skutkiem otyłości lub następuje, kiedy tyjemy. Zgodnie z tą logiką wystarczy być szczupłym i aktywnym fizycznie, aby uchronić się przed nowotworem. Jednak nie wszyscy uczeni widzą problem w ten sposób:
Niektórzy badacze, np. Cantley i Thompson, uważają, że jeśli coś innego niż poza otyłością powoduje insulinooporność, jest tym samym dietetyczną przyczyną wielu nowotworów. Ich zdaniem jeśli cukier wywołuje odporność na insulinę, to trudno uniknąć wniosku, że cukier powoduje raka, a przynajmniej niektóre jego odmiany. To radykalna teza i bardzo rzadko, jeśli kiedykolwiek, podnoszona jest publicznie. Niemniej z tego powodu, żaden z tych naukowców, o ile to możliwe, nie je ani cukru, ani syropu glukozowo-fruktozowego.
„Wyeliminowałem z diety rafinowany cukier i jem go jak najmniej, ponieważ w ten sposób mogę coś zrobić, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka” powiedział mi Thompson. Z kolei Cantley ujął to następująco: „cukier mnie przeraża”.
Niemal każdy dziś wie, że cukier należy jeść z umiarem, ale nikt nie wie, gdzie kończy się umiar. To ważne pytanie, bo – jak pokazuje Taubes – chodzi nie tylko o te rzeczy, które widać: gdyby cukier był jedynie źródłem „pustych kalorii”, wystarczyłoby z niego zrezygnować, kiedy widzimy w lustrze, że tyjemy. Jednak gra idzie o większą stawkę, chodzi o rzeczy których nie dostrzegamy – wątrobę, insulinę i wszystko co z nimi związane. Oficjalnie jakoby nie ma się czym przejmować, pisze Taubes, bo wciąż brakuje rozstrzygających dowodów. Powinniśmy zatem spać spokojnie. Ale czy na pewno możemy?
Mateusz Rolik

wtorek, 1 października 2013

Robią z dzieci grubasów. A otyłość zabija.

Ze strony : http://www.dziennikpolski24.pl/pl/aktualnosci/kraj/1290158-robia-z-dzieci-grubasow-a-otylosc-zabija.html

Fot: ze strony : http://www.dziennikpolski24.pl

ZDROWIE. Pokolenie dzisiejszych nastolatków będzie żyło krócej niż ich rodzice


Dziennik PolskiDOROTA STEC-FUS
Do tej pory każde kolejne pokolenie żyło dłużej niż poprzednie. Ale to już przeszłość. Dlaczego? Wszystko przez epidemię otyłości. Tak twierdzi międzynarodowa grupa IOTF, zajmująca się m.in. badaniem przyczyn i skutków nadmiernej wagi u dzieci i młodzieży. Zdarzy się to w Europie po raz pierwszy.
Szokująca prognoza dotyczy również polskich dzieci, które jeszcze 20 lat temu należały do najszczuplejszych na naszym kontynencie. Dziś zaczynają zaliczać się do najbardziej otyłych.
- Co dziesiąte dziecko w Polsce cierpi na otyłość, co piąte na nadwagę - alarmuje dr Małgorzata Wójcik, endokrynolog z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w krakowskim Prokocimiu.
Dzieci ruszają się coraz mniej. Bardzo źle też jedzą. Rodzice tradycyjne obiady zastępują posiłkami typu fast food, a do szkoły zamiast kanapek dają pociechom pieniądze, z reguły przeznaczane na zakup chipsów czy batonów w szkolnych kioskach lub automatach.
Do tego dochodzi fatalna "moda" picia wysokokalorycznych, pełnych cukru napojów czy dosładzanych soków z kartonów. Wina leży też po stronie... mitów.
Jednym z nich jest przekonanie, że szczupłe dziecko musi być chore. Drugim - że dzieci otyłych rodziców muszą być grube. A to nieprawda, bo odpowiednie odżywianie i systematyczny ruch pozwalają uniknąć nadwagi. Jeśli jednak dzieci obciążone genami otyłości zgromadzą nadmierną liczbę kilogramów, to prawdopodobieństwo przedwczesnej śmierci z tego właśnie powodu wynosi u nich aż 80 procent!
Pediatrzy są przerażeni: od kilku lat diagnozują u kilkuletnich, otyłych pacjentów ciężkie choroby, które dotąd były "zarezerwowane" tylko dla dorosłych. Najgroźniejsze z nich to cukrzyca, stłuszczenie wątroby, nadciśnienie tętnicze, podwyższony cholesterol, bezdech senny, zaburzenia rozwoju stawów i kości. Coraz częściej stwierdzają także zaburzenia dojrzewania płciowego. Jest oczywiste, że szansa tych dzieci na przeżycie długich lat w zdrowiu jest niewielka. - Jeśli tej lawiny nie powstrzymamy, kolejne pokolenia będą żyły coraz krócej - ostrzega dr Małgorzata Wójcik.
Najważniejsze jest podniesienie świadomości rodziców, którzy nierzadko wolą, aby ich dzieci "siedziały" w domu niż grały w piłkę. Z raportu Światowej Organizacji Zdrowia z 2010 roku wynika, że wśród państw europejskich najwięcej czasu przed komputerem spędzają polskie 11-latki!

Jak uchronić dzieci przed otyłością? Trzeba zadbać o to, aby się ruszały!

Rodzice tuczą dzieci w trosce o... zdrowie. Nie zdają sobie sprawy, że robią z nich kaleki. Chętnie też zwalniają pociechy z lekcji wychowania fizycznego i innych zajęć sportowych. Przekonani są, że dzięki temu ich dzieci - niezmęczone - będą zdrowsze. Tymczasem jest odwrotnie.
- Lepiej mi wypisz zwolnienie z matematyki - tak chłopiec odpowiada na propozycję ojca, aby zwolnić go z lekcji wychowania fizycznego. - A dlaczego z matematyki? - pyta zdziwiony tata. - A dlaczego z wuefu? - brzmi riposta chłopca.
Taki jest główny motyw kampanii społecznej zatytułowanej "Stop zwolnieniom z wuefu", przygotowanej przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Jej głównym celem jest uświadomienie rodzicom i uczniom, że dla życia człowieka ruch jest nie mniej istotny niż nauka matematyki.
- Jeśli uczeń z jakichś przyczyn jest zwalniany z lekcji wychowania fizycznego, rodzice powinni mu zapewnić inną formę aktywności ruchowej. Ale z reguły tego nie robią - ubolewa dr Małgorzata Wójcik, endokrynolog z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu.
Tymczasem godzina umiarkowanego wysiłku dziennie oraz ograniczenie czasu wolnego spędzanego przy komputerze lub telewizorze do około godziny uchroni dziecko przed zgubną otyłością.
Jak zauważa dyrektor Artur Pasek z krakowskiego kuratorium, w szkołach podstawowych i gimnazjach w ostatnich latach absencja na wuefie wyraźnienie spadła. Dziś plaga ta dotyczy głównie szkół ponadgimnazjalnych, w których zwalnianie nastolatków z gimnastyki jest nadal powszechne. A nauczyciele nie kwestionują wypisywanych przez rodziców usprawiedliwień nawet wtedy, gdy podejrzewają ich bezzasadność.
Dlaczego? Bo odpowiadają za ucznia i jeśli dziecku, nakłonionemu do ćwiczeń wbrew woli rodziców, coś by się stało, pedagog miałby spore kłopoty.
Nie bez winy są też uczniowie, którzy wymuszają na rodzicach zwolnienia z tego przedmiotu, symulując różne dolegliwości. "Elementy wychowania zdrowotnego" wprowadzone do podstawy programowej miały m.in. uświadomić nastolatkom, jak ważny jest dla nich ruch. Ale na razie brak danych o efektach.
Szkoły zrozumiały też, że nie każdy uczeń lubi ćwiczenia w sali gimnastycznej. Coraz częściej proponują więc tzw. alternatywne formy aktywności ruchowej, organizowane w porozumieniu ze stowarzyszeniami sportowymi.
dorota.stec@dziennik. krakow.pl

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wszyscy tyjemy od toksyn?

Ze strony : http://kobieta.wp.pl/kat,26377,title,Wszyscy-tyjemy-od-toksyn,wid,15708049,wiadomosc.html?ticaid=110bf9 
Autor tekstu : Ewa Podsiadły-Natorska

Toksyczne związki chemiczne obecne w produktach codziennego użytku mogą przyczyniać się do wzrostu wagi i utrudniać zgubienie niechcianych kilogramów – ostrzegają eksperci. Toksyny siedzą nawet w takich preparatach jak szampony do włosów, mydła czy plastikowe butelki. Gdy dostaną się do organizmu, zaburzają gospodarkę hormonalną, upośledzają metabolizm i powodują problemy z wagą. Jak się przed nimi bronić?

Epidemia otyłości to problem, z którym większość krajów nie może sobie poradzić. Tyją wszyscy – kobiety i mężczyźni, dorośli i dzieci. Światowa Organizacja Zdrowia bije na alarm – co drugi Europejczyk ma nadwagę, drastycznie rośnie również liczba ludzi patologicznie otyłych. W unijnym rankingu otyłości pierwsze miejsce zajęły Węgry, gdzie prawie 30 proc. mieszkańców jest grubych. Polska, z prawie 16 procentami otyłych osób, uplasowała się pośrodku zestawienia. Najszczuplejsi są Rumuni oraz Włosi.
Problemem postanowiła zająć się Komisja Europejska, która planuje przeznaczyć pieniądze na promowanie zdrowego odżywiania. Faktem jest, że tyjemy głównie przez zbyt częste objadanie się fast foodami, słodyczami i produktami wysoko przetworzonymi (np. chipsami, zupkami w proszku, smakowymi płatkami śniadaniowymi, mięsem oddzielonym mechanicznie, itp.), a także przez brak ruchu. To jednak nie wszystkie przyczyny otyłości. Okazuje się, że na tycie wpływ mają także… toksyczne substancje chemiczne, z którymi stykamy się na co dzień. 

Chemiczne kalorie 

Jednymi z takich substancji są ftalany. Badacze z Mount Sinai Medical Center w Nowym Jorku odkryli związek między nimi a otyłością wśród dzieci. Naukowcy alarmują, że ftalany – nazywane „chemicznymi kaloriami” – zaburzają równowagę hormonalną w organizmie i zaburzają naturalny system kontroli masy ciała. Niestety, ftalany znajdują się w wielu produktach codziennego użytku, m.in. w kremach, lakierach do paznokci i włosów, balsamach, szamponach i mydłach, a także w plastikach (np. butelkach). Tymczasem amerykańscy uczeni są zdania, że ich stosowanie może powodować problemy z nadwagą zarówno u dzieci, jak i dorosłych. 

Dietetyk Zoe Harcombe, autorka książki poświęconej epidemii otyłości, zwraca uwagę, że dbające o linię kobiety wpadają w chemiczną pułapkę. – Redukując tłuszcz, który spożywają, redukują one również wchłanianie przez organizm witamin rozpuszczalnych w tłuszczach. To często powoduje nadmierne wysuszanie skóry. By ją nawilżyć, sięgają po różnorodne kremy i balsamy. Nie zdają sobie jednak sprawy, że w ten sposób prowokują kolejny problem, mianowicie wchłanianie przez organizm chemicznych kalorii – ostrzega Harcombe. 

Smoczki, które tuczą 

Do zaskakujących wniosków, które opublikował serwis „HealthDay”, doszli również naukowcy z Korei Południowej. Zaobserwowali oni, że DEHP – ftalan dietyloheksylu, związek chemiczny wykorzystywany w produkcji zabawek, gryzaków czy smoczków, który nadaje im plastyczność, może mieć wpływ na tycie wśród najmłodszych, wpływa bowiem na metabolizm tłuszczów. Naukowcy porównali poziom DEHP wśród dzieci i odkryli, że maluchy, które miały najwyższe stężenie tego związku we krwi, były prawie pięciokrotnie bardziej narażone na ryzyko otyłości. 

– DEHP może wpłynąć na tworzenie tkanki tłuszczowej poprzez redukcję działania androgenu, męskiego hormonupłciowego, który obniża wskaźnik masy ciała (BMI). Jest także w stanie zakłócić pracę tarczycy i przez to przyczynić się do tycia. Ingerowanie w działanie androgenów i hormonów tarczycy może wpłynąć na apetyt i tempo przemiany materii – stwierdził dr Mi-Jung Park, endokrynolog z Uniwersytetu Inje w Seulu cytowany przez PAP.
Wycofany, ale wciąż groźny
Powstawaniu nadwagi sprzyja także DDT (dichlorodifenylotrichloroetan), organiczny związek chemiczny z grupy chlorowanych węglowodorów, stosowany jako środek owadobójczy, cieszący się największą popularnością od początku lat 40. do lat 60. Początkowo uznano go za związek nieszkodliwy dla ludzi i zwierząt. Szybko okazało się jednak, że DDT może zaburzać równowagę hormonalną u zwierząt, a także drgawki, nadpobudliwość, wymioty i bóle głowy wśród ludzi. 

Środki zawierające DDT co prawda wycofano ze sprzedaży, związek ten rozkłada się jednak bardzo wolno; czas jego rozpadu to nawet 60 lat. Dlatego DDT wciąż jest obecny w środowisku, skąd przez produkty spożywcze trafia do naszego organizmu. 

Zagraniczne badania dowiodły, że związek ten może sprzyjać tyciu i powodować trudności ze zgubieniem nadwagi. Kanadyjscy specjaliści z Laval University w Quebecu odkryli, że DDT nie bierze udziału w przemianie materii i nie rozkłada się, odkłada się natomiast w tkance tłuszczowej. Zdaniem naukowców obecność DDT w organizmie upośledza metabolizm i może powodować wiele groźnych chorób. DDT może przebywać w tkance tłuszczowej przez wiele lat, by nagle zaatakować organizm. Odchudzanie jest wtedy bezskuteczne, a trucizny mogą przenosić się do różnych narządów. Odkryto także, że długotrwała ekspozycja na DDT może zwiększać ryzyko rozwinięcia się raka piersi. 

Jak uniknąć chemii? 

Co zatem zrobić, aby przyswajać jak najmniej „chemicznych kalorii”? Raczej nie zrezygnujemy z szamponu czy mydła, ale możemy wybierać kosmetyki, które nie mają w składzie groźnego związku, jakim jest ftalan bisphenol-A – wielu producentów nie dodaje już go w swoich preparatów. Na co dzień starajmy się używać jak najmniej chemicznych produktów (środków owadobójczych, dezodorantów łazienkowych, wywabiaczy plam itp.). Należy również unikać spożywania tłuszczów zwierzęcych, pryskanych warzyw, owoców, a także wybierać chude ryby i chude mięso, które zawierają mniej toksyn. 

Tekst: Ewa Podsiadły-Natorska

(epn/sr), kobieta.wp.pl 

poniedziałek, 17 września 2012

MUSLI CHRUPIĄCE BAKALLAND


MUSLI CHRUPKIE Z MIESZANKĄ SUSZONYCH OWOCÓW I PESTEK DYNI.

SKŁADNIKI: Musli chrupkie 88% [płatki 49,5% (owsiane, pszenne), cukier, ekstrudat ryżowy (mąka ryżowa, kasza kukurydziana, otręby pszenne, cukier, sól) tłuszcz roślinny, woda, syrop glukozowo-fruktozowy, mąka owsiana, substancja spulchniająca - proszek do pieczenia (mąka pszenna, pirofosforan dwusodu, kwaśny węglan sodu), emulgator - lecytyna sojowa, barwnik - E150c, aromaty], suszone owoce w różnych proporcjach 8%: morele (morele, substancja konserwująca - dwutlenek siarki), śliwki (śliwki, substancja konserwująca E200), jabłka (jabłka, koncentrat truskawki, suszony koncentrat truskawki, szusz truskawkowy, przecier bananowy, cynamon, koncentrat cytryny, przeciwutleniacz - kwas askorbinowy), pestki dyni 4% 

czwartek, 23 sierpnia 2012

Jadłospis polskich dzieci ubogi w warzywa, bogaty w łakocie

Ze strony  PAP - Nauka w Polsce
www.naukawpolsce.pap.pl 
W codziennym jadłospisie polskich dzieci nie starcza miejsca na warzywa, za to każdego dnia wypijają ok. dwóch szklanek słodzonych napojów i dwa razy dziennie sięgają po słodkie oraz słone przekąski.

sobota, 11 sierpnia 2012

Kardynałki z kremem o smaku zabajone




Herbatnik z kremem o smaku zabajone (32%) w mlecznej czekoladzie.

Skład : czekolada mleczna 35% (cukier, tłuszcz kakaowy, mleko pełne w proszku, miazga kakaowa, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, emulgatory : E322 i E476; aromat wanilina), mąka pszenna, cukier, utwardzony tłuszcz roślinny, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz palmowy, syrop glukozowo-fruktozowy, jaja, mleko pełne w proszku, mąka sojowa, serwatka w proszku, aromaty : waniliowy, zabajone, śmietankowy; laktoza, śmietanka w proszku, skrobia ziemniaczana, emulgator: lecytyna sojowa, substancje spulchniające : E500(ii), E503(ii), barwnik: karmel, sól. Czekolada mleczna - zawartość masy kakaowej minimum 32%. Może zawierać śladowe ilości orzechów laskowych i ziarno sezamu. 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

KUBUŚ play! marchew-czerwona pomarańcza-limetka jabłko .




Napój wieloowocowo-marchwiowy z soków zagęszczonych, wzbogacony w witaminy A, C i E, pasteryzowany, naturalnie mętny. Wysoka zawartość witaminy C.

Skład: woda, soki (20%) z: marchwi (9,5%), jabłek, czerwonych pomarańczy i limetek, syrop glukozowo-fruktozowy (G) i/lub cukier (D), regulator kwasowości - kwas cytrynowy, witaminy : A, C i E, aromaty. 

czwartek, 5 lipca 2012

MUSLI CHRUPKIE tropikalne z papają, ananasem i bananem: FITELLA GELLWE



Skład: musli crunchy [płatki owsiane, syrop glukozowo-fruktozowy, ekstrudat ryżowy (mąka ryżowa, cukier, kasza kukurydziana, mąka pszenna, ekstrakt słodowy, sól) utwardzony tłuszcz roślinny, wiórki kokosowe, cukier, sól, aromat, emulgator : lecytyna sojowa], rodzynki 8,5%*, ananas kandyzowany 4,3%* (ananas suszony, cukier), papaja kandyzowana 4,3%* (papaja, cukier), chipsy bananowe 4,3% (chipsy bananowe krojone, olej roślinny, cukier, miód, aromat) 

środa, 27 czerwca 2012

5 posiłków dziennie - dobry sposób na walkę z otyłością


5 posiłków dziennie - dobry sposób na walkę z otyłością
Otyłość jest chorobą, która u sporej części społeczeństwa zaczyna się około 30. roku życia. Jednak stale wzrasta również liczba dzieci i młodzieży otyłych i z nadwagą.
Jednym ze sposobów walki z otyłością może być regularne spożywanie 5 posiłków dziennie. Im mniej posiłków jemy, tym nasz wskaźnik Body Mass Index (BMI) jest wyższy - przekonywała prof. Jadwiga Charzewska z Instytutu Żywności i Żywienia. O chorobach związanych z otyłością i przyczynach jej występowania mówiła w ramach zajęć Warszawskiej Szkoły Zdrowia. "Otyłość nie jest defektem kosmetycznym, ale chorobą. Jest to następstwo nadmiernej akumulacji tkanki tłuszczowej, która doprowadza do ryzyka utraty zdrowia i dobrego samopoczucia" - tłumaczyła prof. Charzewska. Jak wyjaśniła, badania przeprowadzone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) wykazują, że w porównaniu do osób szczupłych ludzie otyli są trzykrotnie bardziej narażeni na cukrzycę typu 2, nadciśnienie tętnicze, zadyszkę czy zespół bezdechu sennego. Od dwóch do trzech razy wzrasta u nich zagrożenie wystąpienia m.in. choroby niedokrwiennej serca. Do innych skutków otyłości należą również zaburzenia w termogenezie (procesach służących utrzymaniu stałej temperatury ciała - PAP) i wydzielaniu neurohormonów. Prelegentka wyjaśniała, że stopień otyłości najlepiej badać za pomocą wskaźnika BMI, czyli Body Mass Index, opracowanego przez WHO. Wynik, który otrzymamy dzieląc masę ciała przez podniesiony do kwadratu wzrost w metrach, wykazuje że najlepsze BMI mają osoby, które mieszczą się w przedziale 18,5 do 24,9. "Specjaliści WHO skorelowali wskaźnik BMI z zapadalnością na wiele różnych chorób i okazało się, że ta korelacja była najniższa właśnie u osób, których BMI mieściło się w przedziale między 18,5 do 24,9" - zaznaczyła. U osób z nadwagą wskaźnik BMI wynosi 25-29,9, a u otyłych - przekracza 30. Od 1971 roku w Polsce są prowadzone systematyczne badania nad otyłością i nadwagą u dzieci. W 1971 roku - zarówno wśród chłopców, jak i dziewczynek - otyłych był niecały procent. Badania prowadzone w latach 2005-2006 pokazują, że odsetek te wzrósł do ok. 3 proc. Jednak - oceniła specjalistka - w sumie w Warszawie odsetek dzieci otyłych tych z nadwagą może dochodzić nawet do 20 proc. Prof. Charzewska zauważyła, że waga dzieci zależy od tego, czy chodzą one do przedszkola, czy są wychowywane w domu. Badania wykazały, że wśród 4-latków chodzących do przedszkola otyłe maluchy stanowią 4 proc. Wśród dzieci spędzających czas w domu, liczba ta wzrasta już do 9 proc. Jak wyjaśniała prelegentka, jest to związane m.in. z dużą liczbą zajęć sportowych, jakie mają dzieci przedszkolne. Według statystyk, otyłość zaczyna się zazwyczaj około 30. roku życia, kiedy zakładamy rodziny i zmieniamy styl życia. Wśród czynników, które powodują otyłość największe znaczenie mają czynniki żywieniowe i brak ruchu. Tymczasem - jak tłumaczyła prof. Charzewska - np. w województwie małopolskim jedynie 30 proc. dzieci i młodzieży uprawia sport poza obowiązkowymi zajęciami wychowania fizycznego. Ze szkolnych zajęć WF regularnie zwalnia się 36 proc. dziewcząt i 18 proc. chłopców. Zdaniem prelegentki, czynniki genetyczne, które często stanowią wygodną wymówkę dla osób otyłych, mają minimalne znaczenie. "Wyróżniono 400 genów i miejsc które wiążą się z otyłością, ale nie ma ani jednego genu, który z całą pewnością powodowałby tę chorobę" - podkreśliła. Jak dodała, największy wpływ na wzrost otyłości mają przede wszystkim złe nawyki żywieniowe i brak ruchu, a także czynniki środowiskowe, które zmieniają nasz tryb życia. Zauważyła, że wzrostowi liczby dzieci otyłych winne są m.in. "zabiegi" stosowane przez przemysł spożywczy. Podała przykład butelki coca-coli, która w latach 50. zawierała 360 gramów napoju, a w roku 2000 już 600 gr. Wspomniała również, że w napojach powszechnie stosowane są dziś syropy fruktozowe - tańsze od cukru trzcinowego, a jednocześnie z siłą słodzącą 40-krotnie większą. Prof. Charzewska zwróciła również uwagę na tendencje spadku spożycia mleka, a wzrost popularności napojów słodzących. Picie tych ostatnich - przekonywała - prowadzi do wzrostu poziomu insuliny we krwi, wzrostu apetytu i poczucia głodu. Jak zauważyła ekspertka, coraz więcej młodych osób boryka się z nadwagą, mimo że w sumie spożywają oni mniej kalorii. Przyczyną takiej tendencji jest omijanie podstawowych posiłków w ciągu dnia. Im mniej posiłków jemy, tym wskaźnik BMI jest wyższy. Osoby, które jedzą regularnie pięć razy w ciągu dnia najczęściej mają wskaźnik BMI o wartości 19,5 BMI. Tymczasem coraz więcej dzieci omija np. drugie śniadanie, a z głodu zastępuje je przekąskami, słodyczami i słodkimi napojami, zawierającymi tzw. puste kalorie. Jednym z czynników sprzyjających otyłości jest również niskie spożycie błonnika, co sprzyja lipogenezie, czyli gromadzeniu tłuszczu. Z kolei dieta wysokobłonnikowa powoduje, że dłużej odczuwamy uczucie sytości. Efektem złej diety są niedobory cennych składników odżywczych np.: wapnia, żelaza, cynku, witamin B1, B2, D - ostrzegała prelegentka.
PAP - Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska
www.naukawpolsce.pap.pl

czwartek, 14 czerwca 2012

LaFesta Chocolatta hot classico - napój czekoladowy instant.


Napój czekoladowy instant. 
Skład: cukier, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu (15%) serwatka w proszku, syrop glukozowy, utwardzony tłuszcz roślinny, skrobia, białko mleka, sól, aromat, emulgator lecytyna sojowa, stabilizator E 340(ii), E 466.
W zakładzie są używane również: soja, gluten.  

środa, 23 maja 2012

Preparaty odchudzające


Preparaty odchudzające
zdrowie
2003-07-31 15:15:00


Preparaty odchudzające – skutecznie odchudzą nasze ciało czy nasz portfel?
·         “Straciłam osiem kilogramów bez kuracji odchudzającej”
·         “Naturalna metoda bezpiecznej redukcji nadwagi”
·         “Odchudzanie w domu
- bez stresu i wysiłku,
- bez diety i zmęczenia,
- bez uczucia głodu,
- bez efektu JOJO
z gwarancją 100%”
·         “Schudłam 30 kilo nie stosując żadnej diety”
·         “Rewolucyjna metoda wyszczuplania sylwetki”

Na nadwagę i otyłość cierpi aż 53% Polaków. Trwała utrata masy ciała jest jednak niezwykle trudna – wiedzą o tym najlepiej otyli. Wymaga to od pacjenta wiedzy, samodyscypliny i przede wszystkim wielu wyrzeczeń. Zapewne z tych powodów sukces w odchudzaniu osiągają tylko nieliczni. Wykorzystują to oczywiście różne firmy promujące produkty wspomagające odchudzanie. Pisma pełne są reklam preparatów odchudzających, które zachęcają, obiecują, zapewniają. Zamawiamy preparat i oczekujemy na nadzwyczajne efekty jego działania...

Otyłość jest chorobą
Otyłość stanowi poważny problem społeczny i zdrowotny w krajach wysoko rozwiniętych. Dane statystyczne wskazują, że dotyczy ponad 20% ludzi w Europie i Stanach Zjednoczonych. Również w Polsce wskaźniki dot. nadwagi i otyłości są alarmujące.

Otyłość
Otyłość rozwija się w konsekwencji dodatniego bilansu energetycznego, tj. przewagi spożycia energii nad jej wydatkowaniem. W wyniku tego w organizmie gromadzi się zbyt dużo tłuszczu. Przeciętnie tłuszcz stanowi około 15% masy ciała. Z otyłością mamy do czynienia jeśli ilość tłuszczu w organizmie stanowi więcej niż 30% masy ciała u kobiety i 25% masy ciała u mężczyzny.
Rodzaje otyłości
W zależności od rozmieszczenia tkanki tłuszczowej w ciele rozróżniamy:
·         otyłość wisceralną (brzuszną, centralną, androidalną) – cechą charakterystyczną jest duży brzuch i kark przy stosunkowo szczupłych kończynach (apple-shaped - kształt jabłka); tkanka tłuszczowa jest zlokalizowana wewnątrz jamy brzusznej,
·         pośladkowo-udową (obwodową, ginoidalną) – cechuje ją odkładanie się tkanki tłuszczowej w okolicach pośladków i kończyn dolnych (pear-shaped - kształt gruszki).

Najprostszym sposobem odróżnienia otyłości centralnej od pośladkowo-udowej jest obliczenie stosunku obwodu talii do obwodu w biodrach (WHR – waist to hip ratio).
U mężczyzn wartość tego stosunku powyżej 1,0 daje podstawę do rozpoznania otyłości centralnej, natomiast poniżej 1,0 do rozpoznania otyłości pośladkowo-udowej. U kobiet wartością różnicującą jest 0,85.

Podstawowe parametry diagnostyczne w otyłości
Określając wagę docelową należy wziąć pod uwagę:płeć, wiek, ogólną    budowę ciała.
·         Miernik stopnia nadwagi - BMI (ang. body mass index) – obliczamy, dzieląc masę ciała w kilogramach przez wzrost w metrach do kwadratu. Prawidłowe BMI powinno oscylować między 20 a 24, 9 kg/m².
Wartość wskaźnika:
poniżej 18,5 kg/m².- – to niedowaga,
          25-29,9 kg/m².- nadwaga,
powyżej 30 kg/m².- – otyłość.
·         Wzór Broca - może być stosowany dla osób o wzroście od 160 cm do 190 cm:
          waga należna to wzrost minus 100.
·         Miernik typu otyłości - wskaźnik WHR (ang. waist to hip ratio, wskaźnik talia-biodra) – stosujemy w przypadku dużej otyłości brzusznej. Obliczamy go dzieląc obwód talii w centymetrach przez obwód bioder na poziomie krętarzy. Dla kobiet norma wynosi poniżej 0,85; dla mężczyzn poniżej 1,0.
·         Pomiar grubości fałdu tłuszczowego – należy ująć fałd skóry na brzuchu między dwa palce i zmierzyć jego grubość linijką.
Jeśli grubość fałdu jest większa niż 2,5 cm – świadczy to o otyłości.

Rozpoznanie typu i stopnia nasilenia otyłości jest ważne dla określenia stopnia zagrożenia zaburzeniami metabolicznymi i krążeniowymi

Czy nadwaga jest groźna dla zdrowia?
Otyli żyją krócej. Badania epidemiologiczne prowadzone w USA w 1995 r. dowodzą, że długość życia osób otyłych spada o 22 % przy nadwadze 5-14% masy ciała, a aż o 44% przy nadwadze 15-25% masy ciała. Jak twierdzą lekarze, otyłość sprzyja rozwojowi wielu chorób. W otyłości brzusznej częściej występują zaburzenia metaboliczne: oporność na insulinę, nietolerancja glukozy, hiperlipidemia, nadciśnienie.
Otyłość biodrowa obciąża układ kostno-stawowy, sprzyja występowaniu żylaków, powikłań położniczych, raka macicy.
Otyłość może prowadzić również do zaburzeń psychicznych, sprzyjać depresji. Ludziom z nadwagą trudniej znaleźć pracę, przyjaciół, partnera życiowego. Czują się nieakceptowani, zamykają się w sobie.

Profilaktyka i leczenie otyłości
Najogólniej profilaktyka i leczenie otyłości sprowadza się do wypracowania ujemnego bilansu, tzn. przewagi wydatkowania energii nad jej dostarczaniem. Zmniejszenie o 10% masy ciała stanowi realny cel, który pacjent powinien sobie wytyczyć rozpoczynając terapię odchudzającą. Najczęściej osiąga się to poprzez:

·         postępowanie dietetyczne, które ma na celu ograniczenie spożycia energii;
·         zwiększoną aktywność fizyczną, która ma na celu zwiększone wydatkowanie energii;
·         farmakoterapię, która stanowi uzupełnienie leczenia dietetycznego – pod nadzorem lekarza;
·         edukację pacjenta, która powinna prowadzić do zmiany niewłaściwych przyzwyczajeń żywieniowych i stylu życia.

Leczenie otyłości

Leczenie otyłości zależy od:
·         nasilenia otyłości;
·         jego przyczyn;
·         dotychczasowego sposobu odżywiania;
·         ogólnego stanu zdrowia.

Przed przystąpieniem do leczenia otyłości pacjenci wykonują najczęściej badania w kierunku: cukrzycy, hiperlipoproteinemii, nadciśnienia tętniczego. Lekarz może zlecić wykonanie dodatkowych badań diagnostycznych, np. EKG, ultrasonografii jamy brzusznej lub badań endokrynologicznych. Do oceny stopnia nadwagi stosuje się wskaźnik masy ciała (BMI).
Istotnym elementem terapii odchudzającej jest określenie wielkości oczekiwanych ubytków masy ciała uzyskiwanych wraz z upływem czasu. Wskazane jest chudnięcie nie większe niż około ½ do1 kg tygodniowo. Aby uzyskać taki efekt, należy zmniejszyć spożycie energii o 500 – 1000 kcal dziennie. 

Aktywność fizyczna

Stanowi ważny element wspomagający odchudzanie. Regularne ćwiczenia fizyczne korzystnie wpływają na występujące w otyłości zaburzenia metaboliczne, np. obniżają poziom insuliny oraz poziom ciśnienia tętniczego krwi. Ponieważ jednak te korzystne efekty są krótkotrwałe, bardzo ważne jest, aby ćwiczyć regularnie.

Leczenie farmakologiczne

Traktowane jest jako metoda wspomagająca leczenie dietetyczne. O tym sposobie leczenia decyduje lekarz. Działanie leku polega na hamowaniu wchłaniania tłuszczu w przewodzie pokarmowym.
Diety odchudzające

Podstawową metodą leczenia otyłości jest dieta ubogoenergetyczna, która powinna:
·         dostarczać mniej energii niż wynosi zapotrzebowanie organizmu,
·         zabezpieczyć zapotrzebowanie na wszystkie niezbędne dla organizmu składniki odżywcze,
·         być dostosowana do zwyczajów żywieniowych pacjenta,
·         być łatwa do przygotowania zarówno w domu, jak i poza domem,
·         być odpowiednia do długotrwałego stosowania,
·         powinna stanowić model żywienia w przyszłości.

Dieta odchudzająca nie powinna zawierać mniej niż 100g węglowodanów, gdyż chroni to przed zużywaniem białka wewnątrzustrojowego na potrzeby energetyczne, zapobiega i chroni przed zakłóceniem bilansu wodnego.
Lekarze nie zalecają diet o bardzo niskiej kaloryczności, głodówki ani reklamowanych powszechnie pseudodiet o niesprawdzonej wartości.
Bezpieczne odchudzanie polega na ograniczeniu ilości dostarczanej energii w ciągu dnia i jednoczesnym wzmożeniu aktywności fizycznej. 


Efekt jo -jo – pamięć metaboliczna organizmu

Stanowi zmorę odchudzających się, gdy wreszcie wskutek diety pozbyliśmy się nadmiaru kilogramów i wracamy do normalnego odżywiania, to mimo iż nie objadamy się nadmiernie – waga znowu rośnie!
Pamięć metaboliczna, żywieniowa organizmu zależy od tego jak bardzo radykalnie odchudzaliśmy się i jak to długo trwało. W sytuacji, gdy proces odchudzania był rozciągnięty w czasie nawet na okres kilku lat, to efekt jo-jo może po zakończeniu diety nie nastąpić w ogóle, gdyż organizm zdążył przyzwyczaić się do nowego poziomu żywienia.. Jeżeli jednak zastosowaliśmy radykalne odchudzanie w krótkim czasie – pamięć metaboliczna spowoduje, że efekt jo-jo wystąpi na pewno.
Jednocześnie należy pamiętać, że wahania masy ciała powodowane powtarzanymi kuracjami o przemijającym efekcie mogą powodować nasilenie zaburzeń metabolicznych i przyspieszenie rozwoju miażdżycy.

Preparaty pojędrniające i wyszczuplające
Preparaty te – dostępne w postaci kremów i żeli - nie odchudzają. Kremy tego typu robione są na bazie zielonej herbaty, kofeiny i alg. Każdej skórze dobrze jednak zrobi zadbanie o nią o nią poprzez systematyczny masaż z użyciem nawilżających lub natłuszczających preparatów.

Preparaty ułatwiające spalanie tłuszczów
To tak zwane “pożeracze tłuszczu”. Ich efekt odchudzający jest 
niestety wątpliwy. Zlikwidowanie komórek tłuszczowych, o których
często zapewniają producenci pigułek odchudzających, jest w
rzeczywistości niemożliwe.

Preparaty ułatwiające walkę z głodem
Preparaty tego typu zawierają w swym składzie efedrynę. Działa ona
stymulująco na ośrodkowy układ nerwowy. W połączeniu z kofeiną
może pobudzić przemianę materii i zmniejszyć apetyt. Jednak u
niektórych pacjentów zażywających środki zawierające efedrynę
mogą wystąpić zaburzenia rytmu serca, wzrost ciśnienia krwi, zmiany
w psychice.

Wypełniacze żołądka

Ich mechanizm polega na efekcie wypełnienia żołądka, w którym
pęcznieją. W wyniku tego pacjent odczuwa sytość, co powoduje
mniejsze spożycie posiłków.
Niestety, aby schudnąć nie wystarczy jeść mniej.

Kursy odchudzające
Decydując się na kurs odchudzający nie można liczyć na
natychmiastową utratę masy ciała. Zdrowo i bezpiecznie traci się w
granicach 1 kg na tydzień. Jeśli więc pragniemy stracić 8-10 kg, to
musimy przeznaczyć na to minimum dwa miesiące. Przed wyborem
odpowiedniego kursu odchudzającego należy:
·         skonsultować się z lekarzem, czy nie ma przeciwwskazań do wysiłku fizycznego,
·         zapoznać się z programem kursu,
·         sprawdzić, czy podczas kursu można liczyć na stałą opiekę lekarską.

Żywność funkcjonalna
Jest to żywność, która posiada korzystny wpływ na organizm poprzez poprawę stanu zdrowia i samopoczucia lub zmniejsza ryzyko choroby. Żywność funkcjonalna musi pozostawać żywnością i wykazywać korzystne oddziaływanie w ilościach, które będą normalnie spożywane z dietą. Nie są to jednak ani tabletki, ani kapsułki, czy inne środki farmaceutyczne. Podwyższona jakość zdrowotna tej żywności wynika z obecności w jej składzie substancji bioaktywnych, które stymulują właściwy przebieg przemian metabolicznych w organizmie.
Składnikami typowymi żywności funkcjonalnej są:
·         błonnik pokarmowy,
·         probiotyki,
·         prebiotyki,
·         wielonienasycone kwasy tłuszczowe (WNKT) np. omega-3,
·         witaminy- C, E, ß – karoten,
·         fitozwiązki w tym – Polifenole, Bioflawonoidy, Fitosterole,
·         składniki mineralne: wapń, żelazo.
Do produktów o charakterze żywności funkcjonalnej zaliczyć można:
·         produkty fermentowane z czynną mikroflorą,
·         produkty zawierające bioflawonoidy – owoce jagodowe, cebula szczególnie czerwona,
·         produkty o zredukowanej zawartości tłuszczu, wartości energetycznej lub cukru,
·         prodkuty o wysokiej zawartości prozdrowotnych składników, np. błonnika pokarmowego (chleby z ciemnych mąk z ziarnami, płatki zbożowe).
Można wyróżnić cztery podstawowe kierunki oddziaływania żywności funkcjonalnej na poprawę psychofizycznego komfortu życia konsumentów:
a.     wpływ bezpośredni przez hamowanie zmian degeneracyjnych ustroju lub działanie lecznicze w przebiegu niektórych schorzeń,
b.     zwiększenie podaży składników odżywczych w stanach fizjologicznych zwiększonego zapotrzebowania (np. intensywny wzrost, ciąża, okresy rekonwalescencji, sport),
c.      komponowanie prawidłowej diety w specyficznych stanach chorobowych (np. w alergiach i nietolerancjach pokarmowych, cukrzycy itp.),
d.     poprawę nastroju i zwiększenie wydolności psychofizycznej organizmu.

Kilka praktycznych rad, jak uniknąć oszustwa reklamowego

Reklama jest narzędziem marketingu, służącym zwiększeniu sprzedaży reklamowanych produktów. Jej zasadniczym celem jest pomnażanie zysku firmy.

Reklama nie jest więc źródłem obiektywnej informacji skierowanej do konsumenta.

Dlatego zanim zdecydujemy się powierzyć nasze zdrowie preparatowi, który jak głosi reklama zapewni “Szybkie i skuteczne odchudzanie! Bez wysiłku!” , pomyślmy przez chwilę, czy jest ona wiarygodna.
Czy możliwe jest, aby można było bez wysiłku i łatwo schudnąć? Gdyby tak było, zapewne nie istniałby problem otyłości, a po ulicach spacerowaliby wyłącznie szczupli, szczęśliwi ludzie objadający się czekoladkami i innymi kalorycznymi przysmakami. Zastanówmy się również, jakie są przyczyny “naszej” otyłości i udajmy się najpierw z tym problemem do... lekarza. Zapytajmy go również o specyfik, którym chcemy wspomóc odchudzanie.

Bezpieczne i optymalne tempo chudnięcia wynosi – 1 kilogram tygodniowo, dlatego reklamy, które obiecują szybko i bez wysiłku schudnąć w krótkim czasie nawet kilkanaście kilogramów – kłamią! Proces chudnięcia wymaga czasu i wytrwałości. Żaden środek wspomagający odchudzanie nie zadziała skutecznie, jeśli “nie wesprzemy go” ruchem i odpowiednią dietą!
 
Nie ufajmy firmom, które nie podają adresu producenta, a tylko numer skrytki pocztowej. Brak adresu producenta uniemożliwia bowiem złożenie reklamacji produktu, w wypadku gdyby okazał się niezgodny z oczekiwaniami.

Słowniczek

Adipocyt – komórka tłuszczowa, syntetyzująca i magazynująca tłuszcze proste.
Anoreksja – choroba, tzw. jadłowstręt psychiczny, ciężkie wymagające pomocy lekarza zaburzenie percepcji powodujące, że osoba chora odbiera swoje ciało jako zbyt otyłe, podczas gdy w rzeczywistości może być bardzo szczupła. Dochodzi wówczas do drastycznego zmniejszenia przyjmowania pokarmów z następowym wychudzeniem
Bariatria – gałąź medycyny zajmująca się dietetycznym leczeniem otyłości.
Bulimia – zaburzenie o podłożu psychicznym dotyczące zwykle młodych kobiet, polegające na występowaniu regularnych i niekontrolowanych epizodów przymusowego spożywania olbrzymich ilości pokarmu, aż do pojawienia się wzdęcia i nudności kończących się prowokacją wymiotow i dobrowolnym przeczyszczeniem.
Błonnik (celuloza) – włókno wchodzące w skład ścian komórkowych roślin. Nie jest trawiony. Korzystnie wpływa na zdrowie, gdyż przeciwdziala zaparciom i nowotworom jelita grubego, pomaga zachować równowagę flory bakteryjnej jelit, zmniejsza poziom cholesteroli we krwi, pomaga kontrolować poziom cukru, obniża ciśnienie tętnicze krwi, nie dostarcza kalorii. Dzienna dawka błonnika powinna wynosić co najmniej 20 g. Bogate w błonnik są warzywa strączkowe, natka pietruszki, suszone owoce, maliny, porzeczki, produkty zbożowe z pełnego przemiału, otręby pszenne.
Lipodystrofia – polega na lokalnym nagromadzeniu tkanki tłuszczowej (najczęściej w okolicy ramion, pośladków, ud, kolan) u kobiet, które nie mają znacznej nadwagi.
Lipoplastyka – polega na niszczeniu tkanki tłuszczowej za pomocą sondy emitującej ultradźwięki.
Liposukcja – odessanie nadmiaru tkanki tłuszczowej.
L-karnityna – aminokwas biorący udział w przemianie tłuszczowej. Organizm sam produkuje niewielką ilość L-karnityny. Naturalna L-karnityna znajduje się w mięsie wieprzowym, wołowym oraz baraninie.
Nutraceutyki (ang. Nutraceuticals) – to półprodukty i finalne wyroby żywnościowe o działaniu prozdrowotnym. Stanowią zarówno poszczególne składniki żywności, jak i substancje dodatkowe, a także gotowe produkty spożywcze oraz suplementy (tabletki, kapsułki).
Probiotyki – są to pojedyncze lub mieszane kultury żywych mikroorganizmów, które wywieraja na organizm korzystny wpływ, poprzez zapewnienie właściwej równowagi mikroflory. Jako probiotyki wykorzystywane są najczęściej bakterie należące do rodzaju Lactobacillus i Bifidobacterium.
Prebiotyki – oligosacharydy. Są to naturalne składniki bioaktywne stosowane do wzbogacania żywności. Stymulują rozwój probiotycznej flory jelitowej.
Żywność funkcjonalna – środki spożywcze lub ich składniki, które obok dostarczenia określonej wartości odżywczej, wywierają korzystny wpływ na stan zdrowia człowieka oraz jego aktywność fizyczną i psychiczną.


HM